Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 kwietnia 2017

Dzięki Ci Boże za tak cudne dni!!!

Witajcie!
Dzisiaj nie będę się rozpisywała, a to z prostego powodu - szkoda czasu na siedzenie przy komputerze :)
Od paru dni jest tak cudownie, ciepło, błogo, że nic tylko spędzać każdą chwilę na dworze.
Ja tak właśnie robię. Wystawiam pyszczek do słońca i łapię promyki. Spragniona jestem po tej zimie tego słońca... oj, baaardzo!
Dlatego dzisiaj dużo zdjęć mojej prywatnej wiosny ;)))
























Moje dziecko (ukochane zresztą), zaliczyło 8 lat - sama jestem w lekkim szoku kiedy to się stało...
Co zrobisz? Nic nie zrobisz, czas leci i ma nas w dalekim poważaniu :)
Teraz 8 lat, za chwilę matura, studia a popojutrze mąż... nie no dobra pojechałam ;)
Tort tradycyjnie był własnoręcznie robiony, , goście młodociani też, impreza się udała, można ten temat odhaczyć :)))





Przepraszam, że dzisiaj poszłam na łatwiznę, ale sami rozumiecie...
Zresztą jeśli tutaj nikt nie zajrzy to wszystko jasne - Wy też wdychacie świeże powietrze :)

Przytulam Was mocno!
bZuzia

czwartek, 25 grudnia 2014

 
                                                                    Kochani!
Może trochę za późno, ale lepiej niż wcale :)  
Życzę Wam spokojnego świętowania z rodziną i bliskimi.  Szczerych uśmiechów i uścisków, i spełnienia wszystkich otrzymanych przy opłatku życzeń. A jeśli jesteście na wyjeździe to obyście szczęśliwie wrócili do domów :)

Całusy
bZuzia

P.S. Och, jak teraz przydaje się zbierana jesienią mięta :) Mam nadzieję, że Wasze brzuszki mają się lepiej od mojego ;)

czwartek, 16 października 2014

Jak gruszka z pietruszką

Mój dzisiejszy post nijak się ma do widoków za oknem, do żółci, czerwieni i pomarańczów. W dzisiejszym wpisie tych kolorków się nie dopatrzycie ale spokojnie, nadrobię to w następnych postach :)


Dzisiaj jeszcze odrobinkę zatrzymam się w kolorystyce o wiele barwniejszej.
Co roku moja mama (jak każda inna osoba ;) obchodzi swoje urodziny. Wypada to na początku października i w tymże samym dniu wypadają też jej imieniny. Z tej ważnej dla mnie okazji staram się co roku zrobić dla mamy tort. Myślę o tym zawsze wcześniej i planuję jak danego roku będzie wyglądał. Zaczątki tego toru już mogliście oglądać, a były to kwiaty z masy cukrowej. Powoli, sukcesywnie powstawały kolejne kwiatki i tak w końcu uzbierał się specjalnie dla mojej mamulki mały bukiecik :)
Dołączyłam do niego odrobinę zieleni w postaci aromatycznej trawy cytrynowej i słodziutkiej stewii.
Tort był czekoladowo- miętowy.... pyyycha :) Jeśli jeszcze o nim nie pisałam to teraz to nadrabiam, ponieważ to jeden z pyszniejszych tortów. Wytyczne na niego znalazłam o tutaj.



Myślę, że Wasi bliscy też by się z takiego ucieszyli ;)

Jesień zagarnęła moje grządki, więc z braku laku przeniosłam je do domu ;) 
Żart oczywiście :)))
Kapustki ozdobne chciałam mieć, lecz nigdzie nie mogłam znaleźć ich nasion, dlatego na razie muszę się zadowolić tymi z marketu, jednak poszukiwań nie zaprzestaję. Może w końcu doczekam się tysięcy swoich własnych kapustek :) No... może parunastu ;)


Nasionka maków i groszków w końcu doschły, więc lada moment postaram się je wysłać do dziewczynek, które je zechciały. Bądźcie czujne, listonosz nie śpi!

Nie będę Was dzisiaj zanudzała innymi sprawami, lepiej w końcu "połażę po Was" - dawno mnie tam nie było ;)

Dziubalasy i przytulasy
bZuzia

środa, 23 kwietnia 2014

Wielkanocna Rainbow Dash

                                                                            

Święta zawsze mają to do siebie, ży za szybko się kończą.
Dobrze, że pomimo panujących (ciągle i ciągle...) przeziębień, udało nam się spotkać przynajmniej z częścią rodzinki.
W marcu, przez choroby nie dało rady zorganizować mini-imprezki urodzinowej dla Zuzi. Dlatego nadrobiliśmy to w Wielkanoc. Przynajmniej symbolicznie - tortowo :)
Szczególnie, że Rainbow Dash nie mogła już się doczekać blasku fleszy ;)






Najukochańsza z moich córeczek była zaskoczona i zachwycona, co jest najlepszą dla mnie nagrodą za te wszystkie nerwy związane z lepieniem. I mimo tego, że ja widzę dużo niedoskonałości i tort miał ogólnie wyglądać lepiej, to Zuzia na szczęście widziała to inaczej. Wszystko jej się podobało...
Tak niewiele trzeba, żeby dziecku sprawić radość :)


















































No tak! Było miło ale się skończyło!

Teraz wracam do rzeczywistości i zaczynam rozplanowywać, co gdzie i jak. Tyle mam siewek na parapetach, że będę musiała chyba wykarczować pół podwórka, żeby to gdzieś zasadzić :)
Na razie z częścią z nich biegam w tą i z powrotem, żeby je hartować i niedługo wysadzić.
Ale jak już warzywka urosną a kwiatki zakwitną to na bank będę miała ze dwadzieścia cm więcej z rozpierającej mnie dumy a przy moich 153cm. to dużo ;)

Zmykam więc na roślinny obchód a Wam przesyłam duuużo buziaków :)))
bZuzia

piątek, 14 marca 2014

Wchłonęła mnie ziemia... ;)



Jeszcze parę lat temu nie przepadałam za dotykiem ziemi bez rękawiczek. Mimo grzebania się w ziemi w dzieciństwie, wszak wszystkie zupki powstawały z mieszania ziemi z dodatkami :)
Teraz mi się to zmieniło, polubiłam dotyk ziemi i wprost zmuszam się do zakładania rękawiczek. Często pozwalam sobie na przegrzebki gołymi dłońmi, tak dla przyjemności. Ma to dla mnie jakiś nowy, misterny wymiar.
Niestety po takim traktowaniu dłoni, one są w opłakanym stanie. Jeśli tego nie zmienię, to na bank ode mnie uciekną.

W tym momencie mam zatrzęsienie prac nadwornych, szczególnie, że pogoda jaka jest, każdy widzi. Powoli przesadzam, dosadzam, odchwaszczam, tworzę nowe rabatki kwiatowe itd, itd...
Żywe roślinki są dla mnie teraz priorytetem.
 
Oczywiście poza tymi pracami zawsze znajdę odrobinkę czasu na "nikomu niepotrzebne cudaczki" ;)
Tym razem są to kwiatki z masy cukrowej.
Już parę miesięcy za mną chodziły, ale jakoś się nie składało. Miałam ochotę zrobić bukiet cukrowych kwiatów na Zuziowym torcie, lecz Zuzia miała zupełnie inną wizję - co w pełni rozumiem :)
Kwiatki tak, czy siak musiałam przynajmniej spróbować zrobić :) Na razie powstały dwa, ale sukcesywnie będą powstawały inne. No i sumarycznie może uzbiera się z tego bukiet odrobinę przypominający ten, jaki istnieje w mojej głowie :)))
























Dla tych, którzy by chcieli spróbować swoich sił w "wylepiankach" cukrowych podaję przepis :

                                                       MASA CUKROWA
- 80 dag. cukru pudru                                               
- 10 dag. glukozy w proszku                                    
- 4 łyżeczki żelatyny
- 70 ml wody
- 3 łyżeczki margaryny
- olejek migdałowy

W 70 ml. gorącej wody rozpuścić żelatynę. Postawić nad parą wodną i mieszać aż się rozpuści ( NIE GOTOWAĆ!). Do wody wsypać glukozę ładnie ją rozprowadzając, aby nie było grudek. Następnie dodać margarynę i zdjąć miskę z ognia zanim tłuszcz całkowicie się rozpuści. Bardzo uważać aby się nie zagotowało!
Dodać parę kropli olejku i lekko ostudzić.
Dosypywać cukier puder i wyrabiać ręką do odpowiedniej konsystencji. Dla mnie jest to konsystencja miękkiej plasteliny :)
Gdy masa będzie gotowa szczelnie owinąć w folię spożywczą, tak aby nie dostawało się do niej powietrze.

- Jeśli masa wyszła za gęsta, można dodać odrobinę margaryny
- Jeśli cała masa ma być jednego koloru (np. różowego), zamiast wody można użyć soku
- Elementy z masy można łączyć za pomocą cukru pudru rozrobionego z wodą
- Masę można mrozić, trzeba potem tylko ją wyrobić do miękkości
- Przy wałkowaniu można podsypywać mąką ziemniaczaną lub cukrem pudrem (ja wolę tę drugą wersję!)

No i już!
Lepcie, klejcie, twórzcie torty dla swoich ukochanych, a oni na pewno to docenią :)

Lecę do mojej ziemi ;)
Buziaki
bZuzia

niedziela, 25 sierpnia 2013

Czas płynie jak rwący potok...



Dni mijają niby spokojnie (jak to na wsi bywa) a jednak zdawać by się mogło, że z prędkością światła.
Jak sięgam pamięcią wstecz to przecież wszystko działo się bardzo niedawno a dziecko już takie duże, mąż jest mężem już szósty rok :)
Właśnie z tej okazji, czyli naszej rocznicy ślubu i Wojtka urodzin odbyła się micro-imprezka. Micro ponieważ, chodź w zacnym gronie, to tylko w naszym rodzinnym :). Oczywiście wcale to nie znaczy, że ma być mniej miło i uroczyście!


Było zatem i miło i tortowo :)))
Łapiąc słoneczne promyki, delektowaliśmy się na świeżym powietrzu prostymi pysznościami zrobionymi na prędce.
Miłą niespodzianką dla moich bliskich był tort, który zrobiłam w tajemnicy, dosłownie w 15 min. :)
Do tego muszę przyznać, że był to tort jeden z lepszych jakie jadłam!!!



Arbuzy uprawiam pierwszy rok, zjedliśmy już z 8-10 sztuk. Zostały jeszcze trzy a ja już myślę o tym, że w przyszłym roku koniecznie muszę powtórzyć arbuzową akcję.
Do takiego tortu najlepszy byłby arbuz bezpestkowy, lecz zaręczam, że pestki to pikuś przy całości :)
Jeśli macie taką możliwość to musicie taki tort zrobić a Wasze dzieci na pewno będą popiskiwać z zachwytu tak jak Zuzia :)
Dodatkowo można zjeść dwie albo trzy porcje... taka z niego pychota. W dodatku jest bardzo lekki, co szczególnie dzieci uwielbiają.


Bardzo lubię takie spontony, bez planowania, zakupowania i całego ogólnego rozgardiaszu. Ot tak relaksacyjnie... :)

A czas dalej płynie i już niedługo kolejne święta i kolejne zaliczone latka i znowu zima i Nowy Rok i kolejne święta... i tak dalej... itd...

Uściski ślę dla Was (bo tortu przesłać nie mogę, a szkoda).
Mężatka, lecz Panna - bZuzia  ;)