Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flakony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flakony. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 października 2014

Jak gruszka z pietruszką

Mój dzisiejszy post nijak się ma do widoków za oknem, do żółci, czerwieni i pomarańczów. W dzisiejszym wpisie tych kolorków się nie dopatrzycie ale spokojnie, nadrobię to w następnych postach :)


Dzisiaj jeszcze odrobinkę zatrzymam się w kolorystyce o wiele barwniejszej.
Co roku moja mama (jak każda inna osoba ;) obchodzi swoje urodziny. Wypada to na początku października i w tymże samym dniu wypadają też jej imieniny. Z tej ważnej dla mnie okazji staram się co roku zrobić dla mamy tort. Myślę o tym zawsze wcześniej i planuję jak danego roku będzie wyglądał. Zaczątki tego toru już mogliście oglądać, a były to kwiaty z masy cukrowej. Powoli, sukcesywnie powstawały kolejne kwiatki i tak w końcu uzbierał się specjalnie dla mojej mamulki mały bukiecik :)
Dołączyłam do niego odrobinę zieleni w postaci aromatycznej trawy cytrynowej i słodziutkiej stewii.
Tort był czekoladowo- miętowy.... pyyycha :) Jeśli jeszcze o nim nie pisałam to teraz to nadrabiam, ponieważ to jeden z pyszniejszych tortów. Wytyczne na niego znalazłam o tutaj.



Myślę, że Wasi bliscy też by się z takiego ucieszyli ;)

Jesień zagarnęła moje grządki, więc z braku laku przeniosłam je do domu ;) 
Żart oczywiście :)))
Kapustki ozdobne chciałam mieć, lecz nigdzie nie mogłam znaleźć ich nasion, dlatego na razie muszę się zadowolić tymi z marketu, jednak poszukiwań nie zaprzestaję. Może w końcu doczekam się tysięcy swoich własnych kapustek :) No... może parunastu ;)


Nasionka maków i groszków w końcu doschły, więc lada moment postaram się je wysłać do dziewczynek, które je zechciały. Bądźcie czujne, listonosz nie śpi!

Nie będę Was dzisiaj zanudzała innymi sprawami, lepiej w końcu "połażę po Was" - dawno mnie tam nie było ;)

Dziubalasy i przytulasy
bZuzia

piątek, 29 sierpnia 2014

Co ma się palić - niech się pali, co ma się suszyć - niechaj schnie ;)


Jedno jest pewne, nadchodzące jesienne dni trzeba będzie jakoś sobie rozświetlać :)
Dlatego szukajmy, szykujmy, kupujmy i róbmy lampiony, świeczniki i świece. Tego nigdy za dużo, ha... nawet zawsze za mało!
Gdy na przykład  znajdziecie śliczny słój o ładnej barwie czy kształcie, to zawsze możne z niego właśnie powstać lampion. Wiele jest takich lampionów w sklepie, ale co własnymi rączkami zrobione to po stokroć bardziej cieszy :)
W moim słoju miały stać renklody w kompocie, niestety okazało się, że nie ma w ogóle gwintu. Wcale mnie to nie zasmuciło, wprost przeciwnie - uradowało, bo dzięki temu mam nowy lampion :)))
Wystarczył jakiś mały naturalny akcent i będzie można cieszyć się blaskiem świec, a teraz jeszcze póki są kwiaty to posłuży mi jako wazon.



Tymczasem ostro zbieram nasiona i zioła, żeby mogły pod daszkiem się dosuszyć. Dzięki temu na wiosnę będę mogła cieszyć się kolejnymi roślinkami, a zimą  będę popijała pyszne herbatki.
Wierzcie mi, że herbata z własnej mięty ma o wiele większą moc, niż ta w torebce! 



Wakacje śmignęły jakby je ktoś gonił, lecz na szczęście Zuza z optymizmem mówi o szkole :)
Już nie pośpimy rano do 9-tej... może to i dobrze bo rozleniwiły nas te wakacje strasznie. Trzeba się spiąć i stanąć z życiem twarzą w twarz... i zdusić w sobie tego śpioszka ;)




A wy Co ciekawego suszycie? Może macie coś ulubionego? Ja niestety w tym roku przegapiłam kwiat lipy i muszę się zadowolić tylko lipowym syropem. Została mi odrobina suszonych kwiatów lipy z ubiegłego roku i tak sobie myślę, że jeszcze je mogę wykorzystać :)

Uściski wielkie dla wszystkich (szczególnie dla zaczynających nowy rok szkolny) :)

bZuzia                                                                                                         

wtorek, 6 sierpnia 2013

Gdy listonosz przynosi paczuszkę... :)))



Prezenty... któż ich nie kocha! A co dopiero jeśli ten prezent jest trafiony? wtedy to już jest uciesz na całego.
Taki właśnie uciesz jest teraz u mnie :))))
Jakiś czas temu brałam udział w zabawie zorganizowanej na blogu summerhouse-kalinki, gdzie do wygrania był cudny dzban. Szczerze powiem, iż nie brałam poważnie tego, że mogę wygrać. Los jednak ma swoją wizję i uśmiechnął się do mnie. Piękny dzban trafił w moje ręce!!!
Zobaczcie to cudeńko :)



Do dzbana Kalinka dołączyła jeszcze dwie gazetki pełne wnętrzarskich inspiracji. Już wypatrzyłam drobiazgi które mogą mi się przydać i sama mogę je zrobić :)
Dziękuję bardzo serdecznie za prezent i Tobie Kalinko dedykuję ten bukiet!


Nie wychodząc z tematu, pokażę jeszcze inne moje nowości a są to trzy kubki przerobione na flakony :)
Kubki były smutaśne z brązowymi paskami u góry, ja je troszkę ożywiłam. Dwa z nich są wyszczerbione na górze więc okleina zdziałała cuda ;)


Moje dalie, maki, goździki, pachnące groszki i wiele innych kwiatów ma u mnie swoje stałe miejsce. Również polne kwiaty mają gdzie zabłysnąć.Gdy rano wchodzę do pokoju zapach nastraja mnie pozytywnie na cały dzień. Spróbujcie tych czarów koniecznie.

Teraz gazetka w łapki, hamak, beziki, mrożona kawa... więcej nie potrzeba...
Buziaki serdeczne
bZuzia


czwartek, 11 lipca 2013

Groszki.



Jestem z tych lubiących kształt koła. Czy to kulka czy to kropka, wszystkie mi odpowiadają. Groszki wszelakie uwielbiam zarówno w odzieży jak i we wnętrzach. Dlatego dosyć często wybieram ten milusi motyw.



Gdy chce mi się coś zrobić, zmienić ale nie chcę robić szumu. Wtedy szukam rzeczy do obklejenia. To takie małe nic a cieszy. Mało pracy i od razu widać efekt :) A że kwiatów latem multum to i butelek, buteleczek przeróżnych zastępujących wazony, równie sporo u mnie. Wazony bardzo szybko mi się nudzą i żeby zmienić coś dla oka butelki są świetną alternatywą.
Tutaj jako groszki, posłużyły mi zwykłe filcowe podkładki. Sama chyba bym nie dała rady tak idealnie wyciąć kółek. Może ktoś ma sposób na wycięcie kółek i chce się podzielić? Będę dozgonnie wdzięczna :)





Groszki pachnące już będą miały w czym się pysznić i roznosić ten cudny groszkowy zapach. mam w tym roku pierwszy raz groszki pachnące i jestem nimi zauroczona. Podejrzewam, że będą już ze mną co roku.


Bób pewnie króluje teraz we wszystkich domach :) Podam więc przepis na sałatkę z bobu myślę, że warta spróbowania. Nie podaję proporcji bo może być ona bardzo zmienna, każdy dostosuje do własnych upodobań :)

Sałatka z bobu
Ugotowany młody bób
Cebulka
Wędzony boczek
Sok z cytryny
Sól, pieprz, oregano

Boczek podsmażyć na patelni, pod koniec dodając pokrojoną w piórka cebulkę. Zeszkloną cebulkę wraz z boczkiem dodać do bobu doprawiając przyprawami i sokiem z cytryny. Zjadać można zarówno na ciepło jak i zimno :)

Uściski ślę.
bZuzia

niedziela, 10 marca 2013

Kwiatów - brak :(

Tak ja, jak i Zuzia, usilnie wypatrujemy wiosny i idących z nią kwiatów. Niestety, nic nie widać. O ile wiosnę już czuć w powietrzu, to kwiatów w dalszym ciągu brak. Trzeba sobie więc samemu radzić na wszelkie możliwe sposoby, bo co to za życie bez kwiecia :)

Ja przemycam kwiaty do domu w czym się da. Może nie do końca rzeczywiste te moje kwiaty ale co tam, zajawka kwietna jest? Jest!
Ponoć w prostocie piękno. Zgadzam się. Na chwilkę jednak zamotam a do prostoty wrócę później :)
Oto zamotana butla  i zamotane na niej "niby kwiatki".






























Na razie w zamotańcu są białe gałązki lipy ale niedługo poszukam do niego bazi. Myślę, że też będzie git :)
Stwierdziłam, że muszę się w końcu nauczyć robić na drutach. Moje postanowienie ruszy z kopyta jak tylko dorwę jakąś fajną włóczkę :) Lub spali na panewce i zaczeka do kolejnej zimy ;(

Zgarnęłam też, jak tylko trochę puścił mróz, parę skalniaków. W ukłonie ku naturze, zasadziłam je w muszli. Nie za bardzo byłam pewna czy nie dostaną szoku termicznego (o ile u roślin coś takiego jest), jednak nic im nie jest. Rosną sobie na moim łazienkowym parapecie i mają się świetnie :)

















































Zastępuję sobie te wiosenne kwiatki czym mogę. Niestety niczym tak naprawdę zastąpić się ich nie da.
Musimy z Zuzkiem po prostu cierpliwie czekać i tyle. Może wspólnymi siłami damy jakoś radę :)

Pozdrawiam serdecznie
Zamotana bZuzia :)

P.S. Na dokładkę sypnęło  śniegiem tak, że o żadnych kwiatach nie ma mowy.
       No chyba, że z kwiaciarni :)))

środa, 23 stycznia 2013

Wazony mają wiele "twarzy"!

Przynajmniej u mnie tak jest, że często zmieniam ich wygląd. Oczywiście wystarczy, że wkładam do tego samego wazonu różne cuda, a wazon się od razu zmienia. Ja jednak mam na myśli gruntowny remont ;). Jeśli zmieniam otoczenie (a w moim przypadku dzieje się tak często), wtedy też i dodatki przechodzą metamorfozę.
Szczególnie takim okresem jest okres poświąteczny kiedy to choinka znika :( a razem z nią prawie wszystkie świąteczne dekoracje. Ze względu na to, że u mnie zawsze jest ich dużo, nagle po tej czystce robi się pusto i smutno. Dlatego z nowym zapałam staram się przywrócić wnętrzom ciepełko i nowy blask. Często do łask wracają dawno schowane i zapomniane - pierdołki.
Tak było i z tym wazonem który gdzieś w kąt schowałam, żeby go ukryć przed wzrokiem ludzkim. I oto nadejszła wiekopomna chwila ;-) żeby znowu mógł się na nowo narodzić.
Ładnych parę lat temu dostałam go od pewnej miłej Pani :) Wtedy był bodajże brązowy w jakieś fikuśne wzory. Później został prze ze mnie przemalowany, tak by mi pasował do ówczesnego wnętrza. Następnie parę lat przestał, aż do momentu gdy mój wzrok na nim spoczął i przyszedł pomysł żeby go znowu przerobić.Wystarczyło trochę farby, brak pędzelka (który na pewno gdzieś jest tylko nie wiem gdzie) zastąpiła tak zwana myjka do naczyń. Z zagubienia pędzelka zaczęłam się cieszyć właściwie już po pierwszej warstwie farby. Uzmysłowiłam sobie, że to właśnie o taki efekt finalny mi chodziło. Jeszcze tylko klej, i prawdziwa śląska koroneczka (którą dostałam od pomysłowego kolegi :) i...jest.


                                                     Tak wyglądał wcześniej.


Wełniane kuleczki zrobiłam z Maminej włóczki, tak naprawdę są ozdobą mojego żyrandola i chyba jednak tam zostaną bo w wazonie doraźnie już widzę kwitnące gałązki rajskich jabłuszek :)Przecież chwila, moment i to nastąpi :)))
Z racji tego ciągle myślę o moich kochanych warzywach. Na razie muszę się zadowalać sklepowymi sałatami ale już niedługo.... ech, będzie pięknie :)

Mix sałat + warzywa jakie kto lubi + ser + sos czosnkowy + szynka = PYCHOTA :)


Całusy
bZuzia