Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lipa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lipa. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Piernikowo 2013!


Choinka oznaczona różową wstążką i zarezerwowana, lecz jeszcze rośnie!
W moim rodzinnym domu, choinkę zawsze ubierało się w dzień wigilii.  Lecz od kiedy uczestniczę w przygotowaniu potraw to wolę, żeby temat choinki był załatwiony wcześniej. Wystarczająco dużo jest do zrobienia w dzień wigilii :)
W tym roku myślę, że stanie w niedzielę (jeśli zacny mąż w swej łaskawości, da radę ją z ciąć i przytaszczyć), bo nieboga ma ze trzy metry :)))
Sam się w to wpakował wysyłając mnie i Zuzię, abyśmy same wybrały ;)
Radochy przy takim wybieraniu, co nie miara! Jeśli nigdy nie mieliście okazji doświadczyć chodzenia i wybierania żywej choinki, wśród całego mnóstwa innych choinek, to wierzcie mi, że dużo straciliście.
Pewnie dla męża mego to nie jest takie atrakcyjne jak dla mnie, lecz czegoż się nie robi w święta :)
Zdjęcia z całej akcji pokażę na pewno, lecz już po świętach. Gdyby troszkę przyprószyło to na pewno były by ładniejsze, lecz prognozy są marne. Ponoć śnieg ma się pojawić dopiero na przełomie roku...
Święta bez śniegu  - buuuuuu  :(





Tak jak i większości domów, i u nas odbyło się pieczenie pierniczków. Było pachnąco i wesoło, każde z nas robiło swoje własne pierniki. Ja klasyczne, stonowane, Zuza kolorowe  a Wojtek w temacie samochodowym :)
 Jednym słowem dla każdego coś dobrego!



To już ostatni post przed świętami, dlatego też pragnę życzyć Wam na te święta, zdrowia, bliskości z rodziną i nie kończącego się odpoczynku od wszystkich przyziemnych spraw, no może jeszcze tej małej odrobinki śniegu ;)

Do Was postaram się jeszcze w wolnej chwili zajrzeć :)))

- Wianek oczywiście z lipy :)
- Bombki oczywiście z tapety :)

Dla  każdego tradycyjne trzy całuski w policzek :)
bZuzia

sobota, 22 czerwca 2013

Ruszyła machina...

...przetworowa :)


I wcale nie ociężale, tylko z werwą, pozytywną energią i radością. Co roku robię miliard różnorakich przetworów. Nawet gdy mieszkałam w mieście, też je namiętnie robiłam. Różnica była tylko w tym, że prawie wszystkie owoce i warzywa kupowałam. Teraz tylko biegam, zrywam i przerabiam na różne pyszności które będziemy zjadać do przyszłej wiosny :)
Jako, że lubię nowości i w tym temacie staram się co roku, oprócz tych standarcików które lubimy, wyszukiwać nowe przepisy i eksperymentować z łączeniem składników.


Już w zeszłym roku zakochałam się w czarnym bzie, robiłam wówczas dżemy z jego owoców. W tym roku (jak pisałam we wcześniejszym poście), robiłam syropy z kwiatów czarnego bzu. Jak dla mnie - rewelacja!
Obiecałam Wam przepis, więc oto on  :)

SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU
-30 baldachimów kwiatów czarnego bzu
-1 kg cukru
-20 g kwasku cytrynowego
-100 ml wody

Odciąć kwiatki tak, żeby zachować jak najmniej zielonych części. Przygotować zalewę z wody, cukru i kwasku. Zalać kwiaty zalewą tak, żeby wszystkie były zakryte. Przykryć i odstawić na 3 dni, raz dziennie mieszając. Po tym czasie kwiaty odcedzić a syrop zagotować i zlać do butelek.
Syrop jest bardzo aromatyczny, więc wystarczy odrobina żeby był wyczuwalny.


Pojawiły się już pierwsze kwiaty lipy, zapach błogi to za mało powiedziane. Według podanego wyżej przepisu można robić syrop z kwiatów lipy, równie pyszny :) 


Zawsze takie przetwory można ładnie ozdobić i podarować znajomym. Ja to praktykuję :)

Dzisiaj krótko, bo jeszcze sporo pracy prze de mną. Niestety dary natury czekać na mnie nie będą więc pędzę, żeby wykorzystać ten wspaniały czas na maxa.

Dzięki za miłe komentarze :) 
Trzymajcie się w ten burzowy czas ;)
bZuzia                                         

P.S. Może ktoś posiada ciekawy przepis na groszek cukrowy? Bardzo chętnie przyjmę ;) Do tej pory tylko go mroziłam ale fajnie by było go zamknąć w słoiku. Tylko nie chodzi mi tu o groszek jako kulki tylko o strąki!. Tak zwane przyplaszczki :)

niedziela, 24 lutego 2013

Można by rzec - patyczkowo!

Zima za oknem znowu sypnęła śniegiem a u mnie pączki na gałązkach :)
Zaraz się dowiecie o co chodzi ale wszystko po kolei.
Kto był u nas w łazience ten wie, że jest specyficzna. Z drzwiami w których zamiast klamki jest stary, ogromny klucz :) Dom ma około 80 lat i myślę, że drzwi do tej łazienki mają ten sam godziwy wiek ( co jak dla mnie jest fajne). Kiedyś chciałam się ich pozbyć lecz z wiekiem zaczynam doceniać wszystko z "przeszłością" ale widzę, że mam tendencje do zbaczania z tematu...
Wracając na tory, u sufitu w tejże łazience był taki sobie a'la plafon. Od dawna chciałam tam mieć coś bardziej naturalnego dlatego wymarzył mi się tam klosz zrobiony z gałązek.
Marzenie to jedno a realia to drugie.
Na początku zimy podeszłam do tematu po raz pierwszy. Kiedy to panowie z elektrowni przycięli mi przydomową lipę. Gałązki leżały koło domu i kusiły mnie swym widokiem. Wiele z nich zostało wykorzystanych na ozdoby świąteczne lecz w dalszym ciągu było ich sporo i wprost prosiły się, żeby zrobić z nich ten abażur.
Niestety pierwsza próba była nieudana. Było to brzydkie i nawet nie skończyłam bo efekt mi się nie podobał. Myślałam, że nic z tego nie będzie :(
Upłynęło trochę czasu a mnie abażur dalej siedział w głowie i wiercił dziurę. Więc dwa tygodnie temu postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zmieniłam sposób wykonywania. Wcześniej przeplatałam gałązki, że tak powiem w powietrzu a tym razem użyłam szklanej salaterki w kształcie kuli która posłużyła mi jako stelaż. Zaplotłam połowę mojego abażuru, odczekałam parę dni żeby gałązki wyschły i nie rozpadły się. Następnie zdjęłam z salaterki i dokończyłam wyplatanie.
Efekt już teraz mnie w zupełności zadowala. Parząc na to jak ożyły ściany i sufit - było warto :)))
Oto on. Proszę przyjmijcie go ciepło ;)


 Pokażę jeszcze z bliska, jakie cudne są te lipowe gałązki jeszcze z zeszłorocznymi pączkami.

I jak tu nie kochać lipy!? Teraz muszę przekonać Wojtka, że to w czystej postaci dobro. Począwszy od cuuuudnego zapachu który przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Piękną, ogromną lipę u sąsiada, której nota bene już nie ma. Następie szumu miliarda pszczółek, które na naszych lipach znajdują, zapewne pyszny nektar. Kolejna sprawa to wspaniała w smaku herbatka lipowa, którą zawsze pijemy zimą (z dodatkiem miodu i mięty - wymiata :). Nie zapomnę o cieniu który dają nam nasze lipy w upalne dni lata. Teraz do tego wszystkiego doszło jeszcze wykorzystywanie tych cudnych gałązek na wszelakie sposoby.
Może się przekona, że są bezcenne?

Na tym już skończę mój monolog bo "co za dużo to niezdrowo" :)

Dzisiaj ślę szczególne pozdrowienia miłośnikom lip :)
Do następnego...
bZuzia