Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

Udomowić Liska




                              Do udomowienia Liska potrzeba;
                a) jedna głowa z wypełniaczem w postaci wyobraźni
                b) dwoje sprytnych łapek (najlepiej wykorzystać własne)
                c) kolorowy papier, tudzież kolorowe resztki tapet :)
                d) ołówek
                e) klej
                f) nożyczki
                g) jedna zaprzyjaźniona ramka
                h) dobra kawa

Jeśli mamy podstawowy składnik ( patrz pkt a), musimy się najpierw zastanowić jaką kolorystykę podpowiada nam wnętrze w którym zawiśnie Udomowiony Lisek. Gdy znamy odpowiedź na to pytanie, możemy skomponować resztę elementów potrzebnych do naszej pracy twórczej.

Po skompletowaniu wszystkich rzeczy spoglądamy na zbiorowisko przymykając jedno oko (dowolne!). Odhaczamy co będzie czym na naszym obrazku. Dowolność w kompozycji jest bardzo wskazana. 

Rada - nie przejmujmy się za bardzo dobieraniem kolorów z rzeczywistością, nawet lepiej jeśli trochę namieszamy)

Gdy już zostało postanowione czy rąby będą kroplami, a choinki zamienią się w grzyby- bierzemy duży łyk kawy i zabieramy się do pracy.
Na odwrocie kolorowych papierków rysujemy szkice naszych elementów, a następnie je wycinamy.

Rada - jeśli nie jesteśmy pewni jaki efekt otrzymamy proponuję rysowanie i wycinkę zrobić najpierw na niepotrzebnej gazetce.

Na sucho układamy elementy naszego obrazka, sprawdzamy jak wygląda odchodząc dwa kroki. Jeśli mamy zatwierdzenie projektu, przystępujemy do przyklejenia. 

Rada - radzę przed zabraniem się do tej czynności obłożyć powierzchnię na której pracujemy papierzyskami!

Gdy wszystko jest już na miejscu, mamy chwilkę na dopicie kawy, a nasza praca na przyschnięcie.
Po wypiciu kawusi umieszczamy Udomowionego Liska za szkłem, wieszamy i rośniemy z dumy nad naszym talentem, bez względu na to jak wyszło :)))


                                                    Proste?
                                                    Proste :)

 Jak widzicie Lisek w domu jest, ale mnie racze nie ma. Nastał coroczny zbiór orzechów i właściwie teraz mieszkam w sadzie. W taką piękną pogodę zbierać orzeszki to sama radość. Ruch, słońce na twarzy, towarzyszki wilgi... uwielbiam to!
Następnym razem pokażę Wam odrobinkę naszej codzienności :)
Teraz parę jesiennych zdjęć, żeby zatrzeć brzydotę zdjęć Liskowych (nastała pora niedoświetlonych domowych zdjęć).




O tej porze roku jest jeszcze coś... Jesienny Mamrotek - czyli marnotrawny kotek powrócił  do domu. W końcu można wyprzytulać nasze futerko :)))

                        Trzymajcie się Kochani ciepło!                    

                     Jesienna bZuzia poskramiaczka Lisków

niedziela, 1 czerwca 2014

Kontrowersyjny róż



Spora grupa osób ma awersję do tego koloru i wcale im się nie dziwię. Wszak większa część małych dziewczynek (niestety nie tylko małych) jest ubierana od stóp po głowy na różowo. Jednym ta fascynacja przechodzi innym nie. Nikogo nie oceniam, niech każdy lubi co chce ;)

 

Jednak róż różowi nie równy, te bardziej pastelowe mnie też ostatnio zauroczyły.
Przez to u nas w domu również zjawiło się go odrobinę. Powiem Wam, że od razu jakoś tak raźniej się zrobiło :)
Ma on w sobie jakąś tajemną moc, trzeba to śmiało przyznać. No ja jak patrzę na taką różową pusię to mam ochotę ją polizać  :)))
Albo jestem głodna, albo to silne skojarzenia w watą cukrową... ;)


Obrazki "zakręconych damulek" znalazłam kiedyś w gazecie i tak mi się spodobały, że je wyrwałam i schowałam na dno szuflady. Teraz jest chwila dla nich.
Nie mam bynajmniej problemu z tym, że to nie są olejne obrazy wielkich malarzy myślę, że one też nie mają z tym problemu ;)











Dwa mniejsze obrazki przymocowałam do paska, żeby nie robić dodatkowych dziur w ścianach. Nie będę przecież wystawiać cierpliwości mojego męża na próbę, bo może tej próby nie przejść ;)
Normalnie te obrazki wiszą nad schodami, ale tam nijak nie mogłam im zrobić zdjęcia. Takie były jakieś niefotogeniczne i ciemnica straszna... no a w zdjęciach jednak chodzi o to, żeby było coś widać :)































Na zakończenie moje ostatnie odkrycie, a jest to .... rustykalna tarta.... mniam...
Przepis znalazłam w Kuchnia w formie i śmiało mogę polecać dalej.
Jako, że bardzo Was lubię, to od razu dzielę się z Wami przepisem :)


                                  Rustykalna tarta z owocami

Ciasto:                                                Nadzienie
- pół  szklanki mąki przennej             - dowolne owoce ( ja użyłam
- pół szklanki mąki razowej                   gruszek z kompotu,
- 1/3 kostki zimnego masła                   mrożonych malin i śliwek)
- 5 łyżek zimnej wody                         - łyżka bułki tartej
- 1 łyżka cukru                                    - 2 łyżki cukru lub kruszonka
- cukier waniliowy                              - łyżeczka cynamonu        
                                                            - łyżka pestek dyni lub 
                                                               orzechów prażonych z
                                                               cynamonem.

Z podanych składników szybko wyrobić ciasto. Zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 30 min.
Po tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na papierze do pieczenia tak by powstało koło. Ciasto posypać bułką tartą i cynamonem, na wierzch ułożyć owoce (zostawiając ok. 3 cm wolnego rantu).
Założyć wystające ciasto na wierzch robiąc delikatne zakładki. Całość posypać cukrem lub kruszonką oraz pestkami dyni. Piec ok.45 minut w temp.180 stopni.
Podawać z kwaśną śmietaną.





Niestety foty po upieczeniu nie mam bo strasznie szybko znikła :)

Pozdrowienia dla wszystkich w różowych okularach :)
bZuzia

czwartek, 28 listopada 2013

Coraz bliżej...

Lubię gdy zaczyna się grudzień i nagle w całym domu pojawiają się ozdoby świąteczne. Mimo, że robię je dużo wcześniej (biały renifer z patyczków powstał jeszcze latem :), to światło całodzienne oglądają dopiero wszystkie razem od grudnia. Wszystko na raz, jednego dnia. Lubię takie...bum...i łaaaał...! :)
W tym roku zrobiłam wyjątek, a to za sprawą obrazków, które przerabiałam. Najnormalniej w świecie nie pasowały by do reszty. Dlatego, gdy już je zrobiłam to nie chciało mi się ich zmieniać a później powolutku dołączały inne ozdoby :) Może jeszcze nie wszystko "wylazło" z pudeł, ale już czuje się klimat świąt.

Nie wiem czy pamiętacie jak wyglądały te obrazki wcześniej, lecz teraz wyglądają tak ...






Czy wrócą do poprzedniego wyglądu? Nie wiem, może... a może będą wyglądały jeszcze inaczej, się okaże :)
Jakby to powiedziały dzieci WARTO "Przerabiać" ;)
Tak więc do dzieła kochani, bo nim się obejrzymy święta zapukają do naszych drzwi i trzeba będzie je godnie ugościć ;)

Na doczepkę zrobiłam jeszcze jednego rogacza w drugim kącie pokoju :)



Ciekawa jestem jaka tego roku panować będzie u Was kolorystyka świąteczna? Klasyka a może szaleństwo? Czy stonowane biele i srebra? Robicie ozdoby sami, czy wszystko kupujecie?

Pół-świątecznie pozdrawiam
bZuzia

P.S. A u nas śniegu nie ma :(

czwartek, 26 września 2013

Na tapecie... tapeta :)

Ja to jednak mam szczęście do sympatycznych ludzi :)))
Jakiś czas temu brałam udział w konkursie na blogu "My Love Shabby", gdzie niestety nie było mi dane wygrać ślicznego zestawu w sam raz do mojej kuchni. Jednak Iza postanowiła z pośród wszystkich komentarzy nagrodzić pięć najciekawszych :)))) Wśród tych pięciu wyróżnionych osób byłam i ja :)
Dlatego niedawno dotarło do mnie piękne serducho, własnoręcznie robione przez Izę, która ma naprawdę zwinne rączki. Dzisiaj pragnę Izie baaardzo serdecznie podziękować i pochwalić się owym prezentem.
























Kolejną fajną rzeczą, która mnie ostatnio spotkała, była wiadomość od mojego byłego szefa, iż jeśli chcę to może mi oddać nieprzydatne już katalogi tapet. Jakże było mi miło, że właśnie o mnie pomyślał. Mimo, że pamiętałam te katalogi jeszcze z pracy to i tak byłam w pozytywnym szoku jak ich dużo i jakie są piękne. No i oczywiście zaczęło się... pierwszej nocy z adrenaliny i tysiąca pomysłów mało spałam ;)
Potem to już było tylko klejenie, cięcie i oglądanie ich z bananem na buzi.
Kolejne podziękowania więc, ślę do mojego byłego przesympatycznego pracodawcy :)))
Przy okazji zapraszam Was do odwiedzin sklepu internetowego StopSun  gdzie możecie znaleźć ciekawe i różnorodne osłony okienne, duży wybór parawanów i wiele innych przydatnych w każdym domu rzeczy.  No a przy okazji wiadomo, że właścicielem jest sympatyczny człowiek :)

Teraz zasypię Was nie najlepszej jakości zdjęciami moich początków wielkiej przyjaźni z tapetą.... a właściwie z tapetami ;)

Pierwsze były obrazki do pokoju Zuzi, zrobione z pianki oklejone tapetą :)















































            Następnie pięćset pudełek zrobionych lub też istniejących, które co...? Tak oleiłam tapetami! :)))

                                                                Pierwsze Zuziowe ...


                                                                  ...kolejne moje :)



                                                                      I jeszcze...
























Jeśli liczycie na to, że to już koniec to niestety nie :))) Oto następne i następne, wszak wszystkie moje drobiazgi muszą gdzieś się chować.































                                                 Potem był tapetowy obrazek w antyramie do łazienki...



                                                             ...i puszki do kuchni :)

























Parę pudełek już rozdałam i jeszcze parę muszę zrobić dla rodziców do nowej szafki.
Na moje i innych szczęście skończył mi się klej do pistoletu, więc mam chwilę odwyku od pudełek i ogólnego oklejania.
Teraz przymierzam się do grubszych tworów. Ściana i biurko już się nie mogą doczekać moich wariacji z tapetami :) Jeszcze parę szlifów i zabiorę się za kolejne przeróbki. Oczywiście co mi z tego wyjdzie - na pewno pokarzę.

Buziaki dla moich kochanych darczyńców.
bZuzia

P.S. Dzięki serdeczne za życzenia zdrówka pod ostatnim postem. Jak widzicie bardzo mi pomogły :)

sobota, 31 sierpnia 2013

Wyszło na szaro!

Na początku bardzo wszystkim dziękuję za życzenia rocznicowo - urodzinowe :) Bardzo to miłe czytać takie komentarze aż żal, że codziennie nie ma jakiegoś święta ;)

                                                                                  ***

Żal też serce ściska, że oto sprzed naszych oczu powoli usuwa się lato, by zrobić miejsce złotej a czasem (niestety ) burej jesieni. Pewnie większość z nas kocha lato i nie obraziłaby się gdyby większą część roku właśnie lato stanowiło. Ale na szczęście tak nie jest, bo wierzcie mi - wszystko może się znudzić :) Jestem o tym głęboko przekonana!
Wraz z końcem wakacji, kończy się beztroska jaką w wakacje wszyscy odczuwamy, bez względu na to czy chodzimy do szkoły czy nie. Nasze małe dzieciątko ;) też wyrusza w przedszkolną przygodę więc i mnie udzieliło się podekscytowanie z tym związane. Czuję się po trosze jakbym miała sama do tej szkoły chodzić :)
Szkoda mi bardzo, że już nie będziemy z Zuzią wymykać się co chwilkę na spacerki do lasu czy sadu. Myślę, że dla nas obu takie chwile były niezapomniane.
Szkoda mi również naszego wspólnego, nocnego gapienia się na gwiazdy. Na trawce, rozłożonym kocu, pod ciepłą kołderką leżeliśmy sobie rodzinie słuchając opowieści Wojtka o nowinkach kosmicznych. Wypatrywaliśmy spadających gwiazd, aż do momentu gdy się okazywało, że Zuzia już dawno smacznie śpi i pora ją przenieść do domu :) Myślę, że wszyscy będziemy czekać z utęsknieniem na kolejne takie chwile za rok!
Ech... zrobiło się sentymentalnie...
                                                                              ***



Często dostaję od rodziny czy znajomych coś "bo ja z tym coś zrobię" :) Czasem sama wydzieram wyrzucaną przez znajomych rzecz, bo widzę w niej ukryty potencjał ;)
Tym razem tak było z dwoma płytkami. Dostałam je, żeby coś z nimi zrobić, więc zrobiłam!
Dobry mąż w płytkach wywiercił dziurki, bo jak to płytki, są dosyć ciężkie więc żadne przyklejane zawieszki nie zdałyby egzaminu. Dookoła płytki dokleiłam uszytą wcześniej ramkę :) Biel rozjaśniła obrazki a kokardki na razie są ale być wcale nie muszą!
Tym sposobem powstały dwa obrazki, które niekoniecznie muszą wisieć obok siebie, ale jak to z nimi będzie to już nie wnikam :)



 Pomysł na widoczne śrubki jest oczywiście prosty, trzeba na nie coś nakleić :) Testowałam różne rzeczy ale na razie na nic konkretnego nie padło - szukam dalej :)))

                                                                                ***
Na koniec odrobinę koloru :)
Dopiero w tym roku odkryłam moc pigwy. Pierwszy raz piłam z nią herbatkę i muszę przyznać, że jest to miła odmiana od cytrynki. Bardzo chętnie spróbowałabym naleweczki z pigwy, lecz w tym temacie to cienki Boluś ze mnie więc muszę zadowolić się herbatką  :)

Pigwa do herbatki:
Pokrojone w plasterki (bez pestek) owoce pigwy zasypać cukrem, wrzucić do słoiczka i poczekać aż puszczą sok. Po tym czasie trzymać w lodówce. Herbatkę pić z odrobiną soku i plasterkiem pigwy :)


























Powakacyjne pozdrowienia
bZuzia