Bo jeśli nałóg relaksuje, jeśli sprawia, że dzięki niemu stworzymy coś pozytywnego a nawet czasem się zdarzy, że miłego dla oka? No i cóż w tym złego!?
No tak, żarty żartami a zima się zbliża nieubłaganie. Zuzia już nie może się bidulka doczekać :) Szczerze przyznam, że już teraz ja też :))) Lubię ten bialusi puch wpadający do nosa.... i te ogromniaste zaspy...czuję się wtedy jeszcze mniejsza niż jestem ...troszkę jak w innym świecie...
Kierowcy pewnie nie podzielają mojej miłości i w pełni ich rozumiem, lecz jeśli dobrze pójdzie to będzie tego dobra raptem dwa (no góra trzy) miesiące i po wszystkim.
Żeby lepiej znosić zimowe chłody, uszyłam narzuto-otulacz. Otulacz wyszedł przypadkiem, ponieważ okazało się, iż jest tak ciepły i mięciutki, że można go tak właśnie traktować. Zuza bardzo się ucieszyła, ponieważ to właśnie jej łóżko dostało ową rzecz.
Mam nadzieję, że i Wam się spodoba :)
Teraz przy wolnej chwili ćwiczę wycinanie śnieżek, marnie mi to na razie wychodzi. Nie poddaję się jednak, ponieważ śnieżny temat mnie kręci ;) Chciałabym parę ładnych śnieżek powiesić w oknie, więc działam. A no właśnie - śnieżek czy śnieżynek? Nigdy nie pamiętam :)
W domu światła jak na lekarstwo, co skutkuje takimi a nie innymi zdjęciami :( Wybaczcie!
W rekompensacie bukiecik ostatnich żywych groszków (i nie tylko żywych :), na następne przyjdzie mi trochę poczekać.

Jak widzicie jawnie się do mojego nałogu przyznaję i całkiem dobrze mi z tym :) A może się ktoś jeszcze zarazi! :)
Dzisiaj szczególnie chcę pozdrowić wszystkie namiętnie szyjące krawcowe!
Buźki dla Was kochane
bZuzia





